piątek, 17 marca 2017

FIT NA DZIŚ: CAYLER & SONS X TURBOKOLOR X CARHARTT

Yo! Jak tam humor? Jak tam leci? Wyczekiwaliście stęsknieni nowego fit'u? Sądząc po ilości wejść na bloga to nie za bardzo xd. Tak czy owak, my nadal robimy swoje i wrzucamy dziś kolejne stylistyczne combo, na widok którego wyskoczycie z butów. Dziś bardzo klasycznie, czyli vintage komplecik na dresowo (badzo stęskniłem się za widokiem dobrego kompleciku) oraz czapka ze skaju. Klimacik mocno osadzony w oldschoolowych już produkcjach Spike'a Lee. Mówi wam coś to nazwisko? Jeśli nie, to zapraszam do nadrabiania filmowych zaległości niedzielni kinomani. Pogoda za oknem jeszcze nie najlepsza, więc macie czas. Tyle słowem wstępu i lecimy z tematem!



Dziś nie będzie wyjątku, zaczynamy od góry. Snap to dzieło od CAYLER & SONS. Fanom i koneserom zielonego, małego co nieco nie trzeba tego brandu przedstawiać. Marka znana jest przede wszystkim właśnie ze swoich wymyślnych snapów. Dzisiaj przedstawiony model to masa odwołań do afroamerykańskich ruchów obywatelskich i kultury panafrykanizmu. Począwszy od hasła, które starym rap wyjadaczom powinno się przede wszystkim kojarzyć z nieśmiertelnym hitem Public Enemy . Kto nie zna, niech się po prostu wstydzi, odłoży na chwilę Lil Yachty'ego, Young Thug'a i Scootera i odrobi lekcje, bo takich braków w rap wychowaniu nie powinno się tolerować. I nie mówić mi, że jestem zgredem! Skaj nadaje jeszcze bardziej retro charakteru tej czapce. Trzeba przyznać, że ma ona pazur.






Przechodzimy do głównego gracza dzisiejszego zestawienia, czyli vintage kompleciku od TURBOKOLOR . Polska marka jest znana z tego, że lubi wrzucić do kolekcji trochę retro towaru i jest w tym temacie naprawdę dobra, ale ten komplecik to prawdziwy K.O.SIOR. O ile ciężko mi było się przekonać do spodni drwala, czy do jeansowej kamizelki, które były chyba produkowane z myślą o przedstawicielach kultury barberingu i korpo-drwalingu, to ten komplet od razy skradł me serce. Nie piszę tego tylko jako osoba, która ma słabość do dresów. Nigdy nie zapomnę, gdy pewien znajomek, gdy pierwszy raz został przyuważony bez dresów na dupie, na pytanie gdzie one są, odpowiedział: "ja mam zawsze dres w sercu". Tak było. Ten komplet ma charakter. Polecam go z czystym sumieniem.








Ostatnia pozycja do t-shirt od nieśmiertelnego CARHARTT. Nie będę się rozpisywał na temat tej marki, bo to nie ma sensu. Nie wierzę, że ktoś, kto przez przypadek wpadnie na tego bloga, może jej nie znać. Takie braki w wiedzy stylistycznej to trochę siara. Pamiętam jak swego czasu pracowałem w żydowskim markecie. Mniej ogarnięta klientela podczas szaleństwa zakupowego, związanego z okresem paschy,  pytała się czasem, co powinno się znaleźć na sederowym stole. Nikt takiego delikwenta nie traktował na poważnie. Tak samo by było, jakbyś się zapytał co to Carhartt. Tak by właśnie było. Widoczny tee ma fajny retro klimacik. Z resztą, w ostatniej dostawie ten klimat przewija się częściej. Lubię to! To by było na tyle. Sprawdźcie NOWOŚCI w unhuman.pl i szanujcie klasykę, bo klasykę szanować trzeba i basta. Elo!









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz