piątek, 28 kwietnia 2017

FIT NA DZIŚ: GRIZZLY X HYPE X POGO X TURBOKOLOR X AMERICAN SOCKS


No witam! Powoli dobijamy do weekendu, który rozpoczyna majówkę, a pogoda za oknem trochę kijowa. Dzisiejsze zestawienie w sam raz na klimat, który będzie nam towarzyszył w majówkę, bo prognoza na następne dni nie pieści. Fit absolutnie nie spodobał się naszemu fotografowi, ale my robimy swoje i i tak go wrzucamy. Może i nasz model prezentuje się w dzisiejszej odsłonie trochę młodzieżowo, ale to w sumie jest młody człowiek.  Tyle słowem wstępu i dajemy bobu!



Zaczynamy zatem, tradycyjnie już, od góry. Snapback to produkt od amerykańskiego GRIZZLY . Brand ten znany jest przede wszystkim skaterom młodego pokolenia i wygląda na to, że zbiera u nich propsy. Ja pamiętam jak skate ekipa w moim mieście sama robiła sobie szablony na  koszulki i maziała farbami logo Osirus. Teraz już dzieciaki nie robią takich rzeczy, a czy to jest dobre, czy złe, to już rozkmńcie sobie sami. Tak samo jak to, czy lepsze było walenie nalewek za szkołą, czy spożywanie acodinu i jak się przyczynił Counter Strike na liczbę nieobecności na lekcjach. Tak czy owak snap prezentuje się elegancko. Bardzo klasyczny model, dobry na każdą okazję.




Kolejny produkt to bomber  jacket od brytyjskiego HYPE. Marka ta, paradoksalnie do swej nazwy, jest w kraju nad Wisłą dość słabo wyhajpowana. Trochę szkoda bo produkty od tego brandu prezentują się całkiem nieźle, a sam Hype nie działa na rynku od wczoraj. W UK już ta marka coś znaczy. Sam flyers jako element ubioru już dawno stracił pazur i ostatni raz budził on respekt prawdopodobnie w 2000 roku, kiedy jeszcze jakiś psychopata założył go na pomarańczową stronę i sterroryzował z tulipanem w ręku grupkę pań pod sklepem. Ja sam mojego pierwszego bombera nabyłem w gimnazjum  świeżo po seansie filmu Romper Stomper. W szkole podstawowej, która mieściła się w centrum, fleki były elementem rozpoznawczym największych hultajów. Większość z nich już pewnie nie żyje, albo siedzi. W chwili obecnej flek stał się bardzo popularny w każdych kręgach - od hipsterki, która okupuje Plac Zbawiciela i Off Garbary, po lokalnych swaggerów i celebrytów. Bomber już chyba na zawsze opuścił stadiony i stał się standardowym elementem garderoby. I w sumie ok. Sam produkt od Hype to bardzo tradycyjny krój - kolor oliwka, pomarańczowa podszewka i kieszonka na ramieniu. Mój ziomek mi powiedział, że jeden skin z którym jechał kiedyś do Pragi na koncert spakował się w taką kieszonkę na trzydniowy wyjazd. Słabo?







Pod kurteczką znajduje się koszulka od POGO. Było już co nieco o stuffie dla młodszych skaterów. teraz coś o marce, która powinna być znana skaterom trochę starszej daty. POGO powstało w 2003 r. i było marką, której grupę docelową stanowili właśnie fanatycy deskorolki. Sam ojciec brandu - Piotr Dabov nie był żadnym farbowanym lisem, który żeni towar naiwniakom, ale był i w sumie jest znaną postacią w środowisku. POGO zaliczyło kilka lat temu zgon i nikt się nie spodziewał, że jeszcze coś z tego będzie. Tymczasem marka wróciła niedawno w bardzo dobrym stylu. Widoczna na zdjęciach koszulka to efekt współpracy ze znanym tu i ówdzie twórcą komiksu undergroud'owego - Łukaszem Kowalczukiem, który jest odpowiedzialny między innymi za fanzine 'Nienawidzę Ludzi' i organizację Szlamfestu. Fajna akcja z tym collabo. Oby tak dalej!






Szorty sprezentował nam nasz rodzimy TURBOKOLOR. Nie ma co się za bardzo rozpisywać nad tym brandem bo już nieraz robiłem to na łamach tego bloga. Krótkie, materiałowe spodnie to już klasyk od tej zasłużonej na polskim rynku marki, która także od lat się wącha ze skaterami i cieszy się u nich szacunkiem. Sprawdźcie koniecznie ich collabo z Chrisem Haslamem, a i właśnie wyszła kolekcja, będąca efektem współpracy ze Steve'm Caballero! Słabo?! Nie sądzę.




Ostatni element dzisiejszego fitu to podkolanówy od świeżaka na rynku, czyli AMERICAN SOCKS. Możecie uwierzyć w to, albo nie, ale same skarpy nie są robione w U.S & A, ale w Portugalii (lol) i są bardzo eko. Wiele tutaj napisać nie mogę bo brand dopiero raczkuje, ale same skarpety prezentują się bardzo godnie i duchem są bardzo amerykańskie hehe. Jeśli chodzi o jakość to nic im nie można zarzucić. Wszystko jest prima sort. Sam zawsze byłem fanatykiem długich skiet i przez bardzo długi czas ignorowałem krótkie. Takie skarpy to nieśmiertelna klasyka i gwarant dobrego stylu. To by było na tyle. Chciałbym napisać, że właśnie zaczynam długi weekend, ale tak nie jest i jest mi z tego powodu bardzo źle. Wam tymczasem życzę spoko weekendu. Bawcie się grzecznie!

  





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz