niedziela, 25 czerwca 2017

UNHUMAN JUKE BOX BY SZULAS SZU #4


Lato, lato, lato wszędzie! Kolejne płyty cały czas pojawiają się na rynku i po raz kolejny wybrałem dla Was pięć z nich, sprawdźcie co jest grane.

SZA – CTRL



SZA, a właściwie Solána Imani Rowe pochodzi z St. Louis i jest kolejnym członkiem Top Dawg Entertainment, który robi zamieszanie na rynku muzycznym. Jej twórczość określa się często jako alternatywne R’n’B. Sam nie do końca rozumiem co w jej twórczości alternatywnego, na pewno jednak jest nowocześnie. Po trzech dobrze przyjętych EPkach (See.SZA.Run, S oraz Z) przyszła pora na pełnoprawne LP. Jest bardzo dobrze, świetne produkcje, dobry wokal, bardzo melodyjne numery. CTRL z marszu zyskał grono zadowolonych słuchaczy ale to nie zaskakuje skoro na albumie są takie kawałki jak: Doves In The Wind z Lamarem, Drew Barrymore, Love Galore z Travisem Scottem czy choćby Normal Girl. Żaden numer nie schodzi poniżej wysokiego poziomu, krążek na pewno znajdzie swoje miejsce w podsumowaniach roku.

Snoop Dogg – Neva Left



Ten pan w październiku skończy 46 lat, a śmiem twierdzić, ze dawno nie był w tak dobrej formie. Wrócił do klimatu, dzięki któremu zyskał rozpoznawalność i rzesze fanów. W zasadzie nie wrócił bo jak mówi tytuł płyty - Snoop nigdy nie wyszedł. Świetnie połączył nowe brzmienia z oldschoolowym, zadymionym westcoastem, kapitalnie buja cały album. Na gościnnych występach pojawiła się cała śmietanka weteranów sceny: Too Short, Devin The Dude, KRS One, Redman, Method Man, B-Real… Mało? To dochodzą jeszcze choćby Wiz Khalifa i Kaytranada. 16 numerów, z których trudno wybrać kilka ulubionych, jako, że to naprawdę świetny album jako całość. Cóż jednak zrobić, kilka kawałków wyróżnić trzeba, tak więc stawiam na: Neva Left, Swivel, Go On, 420 (Blaze Up), Mount Kushmore, Love Around The World. I tak jak mówi Kendrick Lamar na początku I’m Still Here: „Big Snoop Neva Left”.

Ill Camille – Heirloom


Pochodząca z Compton raperka ma dobre ucho do bitów, dobre flow i zadziorny wokal. Heilroom to zbiór bardzo klasycznych numerów, które brzmią bardziej nowojorsko niż westcoastowo. Dla fanów klasyki jak znalazł. Na albumie jest 16 utworów i świetnie komponują się w spójną całość. Live It Up bardzo długo nie zejdzie z mojej playlisty. Do tego hiciora trzeba dorzucić: Black Gold, Again, czy np. Lighters. Lubicie klasyczne rapy w wykonaniu naprawdę dobrych raperek? Poczujecie się jak w domu.

Murs – Captain California



Murs (Making Underground Raw Shit) czyli Nick Carter (LOL!) to człowiek, który ma na koncie mnóstwo projektów zarówno solowych jak i kooperacji z innymi raperami lub producentami. Dlaczego mnóstwo? Bo zebrało się tego już w sumie 31 albumów! Aktywny od ponad 20 lat na scenie wraca z kolejną solową płytą i jest to bardzo spoko pozycja. Weteran podziemia nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a takie kawałki jak Colossus czy Ay Caramba jedynie to potwierdzają. Poza wymienionymi wyróżnię też kilka innych jointów: Lemon Juice, Another Round z gościnnym udziałem Krizza Kaliko oraz One Of Those Days gdzie zwrotkę dograła Reverie. Moim zdaniem Murs należy do grupy niedocenianych raperów, a naprawdę warto poświęcić jemu uwagę.

Machine Gun Kelly – Bloom



Colson Baker to niezwykle aktywny i bardzo lubiany w Polsce raper (świadczy o tym częstotliwość jego koncertów w naszym kraju). Wraca z kolejnym albumem, na którym swoje doskonałe flow łączy z rockiem oraz popem. Tym razem popu jest sporo i niekoniecznie z korzyścią dla całego materiału ale na szczęście klasycznych kellsowych numerów też nie brakuje. Pierwsze 3 numery: The Gunner, Wake + Bake, Go For Broke ze świetnym refrenem Jamesa Arthura to chyba najmocniejsze punkty płyty. Do wymienionej trójki dorzuciłbym jeszcze Golden God. Całość jest na przyzwoitym poziomie ale do General Admission nie ma podbicia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz