wtorek, 5 września 2017

UNHUMAN JUKE BOX BY SZULAS SZU #5


Częstotliwość tego cyklu jest dość ruchoma, a to ze względu na natłok pracy, jaki każdego dnia załatwiacie Szulasowi na Długiej. Na szczęście ten typek jest na tyle solidnym gościem, że potrafi usiąść a chacie i napisać kilka zdań na temat nowości muzycznych na świecie i w kraju gdzie "zimno i pada i zimo i pada, a waluta to polski złoty". Tyle słowem wstępu, lecimy!!!

Tyler The Creator – Scum Fuck Flower Boy


Urodzony w Los Angeles raper wraca z płytą długogrającą po dwóch latach od wydania Cherry Bomb. Być może to najlepsze LP tego niegrzecznego lirycznie ancymona. Od samego początku jest dobrze: Foreword rozbudza apetyt, a później mamy duuużo więcej dobrych numerów: See You Again, Who Dat Boy z gościnką A$AP Rocky’ego… i tu ciekawostka: podobno miał w tym kawałku nawinąć też Schoolboy Q, sam Tyler miał zrobić bit niby specjalnie pod niego. Koniec końców Creator pocisnął Q na Twitterze od grubych kłamliwych świń. Nie wiadomo tylko czy było to serio czy jedynie objawiło się tak jego specyficzne poczucie humoru. Wróćmy do albumu bo jeszcze sporo dobrego przed nami. Boredom, I Ain’t Got Time, November – to tylko niektóre sztosy na tym świetnym krążku. Badajcie uważnie bo jestem pewny, że będzie wysoko w rankingach za 2017 rok.
Jay – Z – 4:44


Król powrócił, ma się zdrów. Sean Carter wydał swój 13 album studyjny i pomimo, że nie jest to dzieło na miarę Blueprinta, Reasonable Doubt czy Black Albumu to jego fani nie powinni być zawiedzeni. Charakterystyczne flow, mocne linijki – Jay nadal to ma i nadal nagrywa bardzo dobre numery, w których rozlicza się z samym sobą ale także z szeroko ujętym show-bizem. Kill Jay-Z, The Story of O.J. (ten joint opanował moją głowę potężnie), 4:44, Family Feud, Bam (gościnnie Damian Marley), Moonlight – to taki szybki wybór najlepszych numerów. Nie ma tu raczej wielkich hitów, mam wrażenie, że to płyta dla ludzi, którzy słuchają Jaya od wielu lat. Tak czy inaczej, wypada sprawdzić kolejny album legendy z NY.
Smino – blkswn

Na tego ziomeczka pochodzącego z Saint Louis trafiłem kompletnie przypadkowo i jakże się z tego cieszę. Dawka przyjemnych bitów, momentami podśpiewywanego rapu - to jest coś, co działa na mnie kojąco, rozprężająco. Taka właśnie jest ta płyta, ciepła i melodyjna od początku do końca. Album otwiera świetne Amphetamine, zaraz później singlowa Anita, B Role, nieco dalej Lobby Kall, Netflix & Dusse czy np.: Ricky Millions. Chcesz się wyluzować? Koniecznie sięgnij po tę płytę.
Loyle Carner – Yesterday’s Gone

Zmieniamy nieco położenie geograficzne i mówimy - elo Londyn! Stamtąd właśnie pochodzi utalentowany, dwudziestodwuletni aktor i raper. Nie, to nie jest grime, raczej mamy tu do czynienia z ciepłymi, miłymi dla ucha produkcjami okraszonymi wrażliwymi, elokwentnymi tekstami (za NME). The Isle Of Arran, Ain’t Nothing Changed, Florence, Stars & Shards, No Worries, NO CD (jest moc!!!) – to są moi faworyci na tym wydawnictwie. Kolejny po Smino album przy którym można odpocząć i pomyśleć. Jeżeli dodatkowo masz słabość do brytyjskiego akcentu to wiesz po jaką płytkę sięgnąć tu i teraz.
Vince Staples – Big Fish Theory


I znów zmieniamy klimat, trochę go udziwnimy. Vince to kolejny reprezentant Kaliforni. Wydana przez Def Jam Recordings płyta Big Fish Theory nie od razu wpadła mi w ucho. Specyficzna, mocno powyginana warstwa muzyczna potrzebowała nieco czasu, żebym się do niej przekonał. Teraz już z dużą przyjemnością słucham tego wydawnictwa i zaczynam rozumieć dlaczego środowiska recenzenckie są takimi fanami twórczości Staplesa. Oryginalność, niepowtarzalność – tak, zdecydowanie te słowa dobrze opisują to co dzieje się na tym albumie. Wielbię singlowe Big Fish (gościnnie Juicy J), poza tym dobrze siedzą choćby: 745, Party People, BagPak czy kolejny singiel: Rain Come Down (gościnnie Ty Dolla Sign). Na tej niedługiej płycie (12 taracków, w tym jednym skit) Vince upchnął jeszcze Kendricka Lamara (Yeah Right) oraz A$AP Rocky’ego (Samo). Kolejna pozycja, która będzie biła się o laury za 2017 rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz